M.L. Stedman „Światło między oceanami”

Nie wyobrażam sobie bólu, jaki musi czuć matka po stracie dziecka. Kiedy usłyszałam słowa: „ciąża zagrożona” poczułam, że ziemia osuwa mi się spod nóg. Moja historia zakończyła się szczęśliwie. Mam przy sobie cudowną, mądrą, piękną, rozgadaną (oj, mogłabym wymieniać bez końca ;-)) czterolatkę, którą kocham nad życie. „Światło między ocenami” poruszyło moje matczyne serce, wzbudziło sporo emocji, ale czy podczas lektury potrzebowałam chusteczek? Posłuchajcie opowieści o pewnym latarniku z wyspy Janus Rock.

Tom-weteran wojenny, w którego sercu wojna pozostawiła wiele ran, obejmuje stanowisko latarnika na wyspie Janus Rock. Żyjąc samotnie i pogrążając się we wspomnieniach, nie widzi nadziei na lepsze jutro, ale pewnego dnia otrzymuje list od poznanej w portowym miasteczku Isabel. W jego życiu, niczym w rozpalanej przez niego każdego dnia morskiej latarni, pojawia się światło. Isabel, której niestraszne jest życie wiele mil od ludzi, poślubia Toma, a do pełni szczęścia brakuje im jedynie upragnionego dziecka. Po utracie trzeciej ciąży dziewczyna popada w rozpacz. Płacz niemowlęcia, który słyszy modląc się na grobem swoich dzieci, wydaje się omamem, ale kiedy okazuje się, że do Janus Rock dobija łódź, w której znajduje się martwy mężczyzna i maleńka dziewczynka, Isabel postrzega to jako dar z niebios, wynagradzający jej wszystkie cierpienia. Jaką decyzję podejmie i jak potoczą się dalsze losy Toma i jego rodziny? Koniecznie musicie poznać tę historię sami.

Kiedy pokazałam na Instagramie, że czytam Światło między oceanami dostałam sporo wiadomości typu: potrzebowałam chusteczek, wzruszyłam się do łez, ta książka rozbiła mnie na miliony kawałków. Czy ja również potrzebowałam chusteczek? No nie, nie potrzebowałam (ale muszę się Wam przyznać, że ja rzadko płaczę i rzadko śmieję się w głos czytając lub oglądając filmy). Owszem, książka wzbudziła we mnie sporo emocji-od smutku po złość. Od kiedy jestem mamą, krzywda dzieci porusza mnie jeszcze bardziej, więc obok tej historii również nie mogłam przejść obojętnie.

Powieść napisana jest lekkim stylem, czyta się ją bardzo szybko. Polubiłam szczególnie Toma, zżyłam się z nim. Wciąż wracałam do książki, chcąc jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów. W połowie książki poczułam się delikatnie znużona. Miałam wrażenie, że autorka skupia się wciąż na tych samych emocjach. Krąży w kółko, zamiast ruszyć naprzód. Jednak podczas dalszej lektury znużenie minęło, a zakończenie mnie nie rozczarowało.

Światło między oceanami to historia, którą warto poznać. Jest to piękna opowieść o miłości, oddaniu, walce o szczęście. O życiu, które nie zawsze układa się tak, jakbyśmy tego pragnęli.

W trzech słowach?

Poruszająca, piękna historia.