Remigiusz Mróz “O pisaniu. Na chłodno”

Remigiusz Mróz znany jest chyba każdemu. Nawet ci, co książek raczej nie czytają, zapewne o nim słyszeli (chociażby za sprawą serialu o niepokornej pani mecenas, który już lada moment ukaże się telewizji). O twórczości autora mówi się dużo, nie zawsze pochlebnie. Myślę, że można pokusić się o stwierdzenie, że czytanie jego powieści stało się w pewnym sensie passe. Albo się Mroza kocha, albo nienawidzi. Ja zaliczam się do sympatyków jego książek. Swoją przygodę zaczęłam od serii o Chyłce, z którą bardzo się polubiłyśmy. Później były pozycje samodzielne (lepsze i te trochę gorsze): “Behawiorysta”, “Hashtag”, “Czarna Madonna”. Zaczęłam również serię z Forstem, którą porzuciłam pośrodku pierwszego tomu, ale zamierzam niebawem do niej wrócić i z pewnością na tym nie zakończę. Jest to chyba najlepszy dowód na to, że twórczość autora naprawdę lubię.

Po pozycję “O pisaniu. Na chłodno” raczej bym nie sięgnęła, gdyby nie obdarował mnie nią Mikołaj. On to wie jak mnie zaskoczyć! 😉 Gdzieś tam po cichu, chyba jak każdy książkoholik, marzę o napisaniu własnej książki. Widocznie Mikołaj zna moje marzenie, bo postanowił pomóc mi w jego realizacji. 😉 Czy poradnik (bo chyba “O pisaniu. Na chłodno” poradnikiem nazwać można) przybliżył mnie do tego chociaż trochę? Nie do końca. 😉

Druga część książki, a zacznę tak na przekór od końca, jest zbiorem porad, swoistym kompendium wiedzy w pigułce, które mówi m.in. o narracji, budowaniu dialogów, redakcji tekstu. Sporo tych zasad okazało się dla mnie nowością i zapewne, kiedy już zasiądę przed migającym kursorem na ekranie komputera, przypomnę sobie, co kiedyś przeczytałam u Mroza. 😉

O wiele ciekawsza okazała się jednak pierwsza część książki, w której autora możemy poznać jako człowieka z krwi i kości. Wiele faktów z dzieciństwa, okresu dojrzewania oraz pierwszych kroków w drodze do kariery, zaciekawi nie tylko fanów Remigiusza, ale również sceptyków, zarzucającym autorowi, że za jego sukcesem stoi grupa ludzi, którzy piszą za niego… dla niego… Co sam autor postrzega jako największy komplement. 😉

Czy polecam tę pozycję? Fanom autora oraz osobom, które podobnie jak ja po cichu marzą o napisaniu własnej powieści, polecam jak najbardziej. Pozostali mogą nie znaleźć dla siebie niczego interesującego i ostatecznie poczuć się zawiedzeni lekturą. Ja, pomimo że wielką fanką Remigiusza Mroza nie jestem (owszem lubię jego książki, ale nie uważam się za fankę) przeczytałam tę książkę z przyjemnością.

W trzech słowach?
Mróz też człowiek. 😀