Marisha Pessl “Nocny film”

„Nocny film” Marishy Pessl dosyć długo czekał na swoją kolej, powiększając mój „stos hańby”. Zniechęcała mnie jego objętość i ciągle odkładałam lekturę na później. Jednak kierowana nagłym impulsem sięgnęłam po nią właśnie teraz, kiedy czasu na czytanie mam jak na lekarstwo. „To chyba nie jest dobry moment”- pomyślałam po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, ale nie lubię odkładać zaczętej już książki. Spędziłyśmy zatem razem prawie trzy tygodnie. Jak było? Przeczytajcie.

Scott McGrath to dziennikarz śledczy, którego kariera legła w gruzach, kiedy zaczął „węszyć” wokół życia sławnego reżysera horrorów- Stanislasa Cordovy. Ten jednak nie pozwoli rodzinnym tajemnicom ujrzeć światła dziennego i zniszczy każdego, kto spróbuje to zmienić. Kiedy do Scotta dociera wieść o samobójstwie córki Cordovy – Ashley wie, że to będzie temat dla niego. Zaczyna prowadzić śledztwo, w którym pomagają mu ekscentryczna Nora i tajemniczy Hopper. Kolejne odkrywane przez nich fakty namnażają jednak pytania i nic nie wydaje się pewne. Co tak naprawdę stało się z Ashley? Jakie sekrety skrywają mury Szczytu- wielkiej posiadłości reżysera? Poszukajcie odpowiedzi w powieści. Nie będziecie żałować!

Największym plusem „Nocnego filmu”, od którego chcę zacząć, jest niebanalna forma książki. Jestem nią zauroczona! Wycinki z prasy, zrzuty stron internetowych, raportów policyjnych i notatek głównego bohatera, sprawiły, że historia opowiedziana przez autorkę stała się intrygująca i pasjonująca. Uczyniły one powieść niezwykle atrakcyjną dla czytelnika. Spotkałam się z tym pierwszy raz i muszę przyznać, że zrobiła to na mnie ogromne wrażenie. Jeżeli czytaliście tego typu powieści, koniecznie dajcie mi znać jakie!

Objętość książki, która na początku tak bardzo mnie przeraziła, ostatecznie nie okazała się jakimś wielkim problemem. Zważając na brak wolnego czasu, przeczytałam ją dosyć szybko. Muszę jednak przyznać, że momentami akcja dłużyła mi się niemiłosiernie i bez żadnych strat dla tej historii, można by wyrzucić jakieś 150- 200 stron, które w moich oczach były zwyczajnie zbędne i sprawiły, że powiało nudą.

Moja ogólna ocena, po skończonej już lekturze jest pozytywna. Pomimo tych kilku fragmentów, które nic nie wniosły do fabuły, było naprawdę dobrze. Mroczny klimat, ciekawi bohaterowie, szczypta czarnej magii i sił nadprzyrodzonych sprawiły, że dałam się pochłonąć tej historii, czując nie raz dreszcz przechodzący po plecach. Warto było poświęcić tej książce te trzy tygodnie. 😉

W trzech słowach?

Ciekawa, niebanalna forma.