Katarzyna Nosowska “A ja żem jej powiedziała”

Kasię Nosowską zna chyba każdy. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie śpiewał na całe gardło „Teksańskiego”. Ja śpiewałam, a kawałki zespołu Hey są nieodłącznym elementem moich wspomnień z lat młodzieńczych. Pamiętam, jak bardzo zazdrościłam moim starszym siostrom ich kasety! (Tak, tak. Kiedyś muzyki słuchało się z kaset. ;P) Kiedy dowiedziałam się, że pojawiła się książka wokalistki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Wyobraźcie sobie moją radość, kiedy dostałam ją od przyjaciółki w prezencie gwiazdkowym. Nie pozwoliłam jej długo czekać i jest pierwszą pozycją przeczytaną przeze mnie w 2019 roku. Jakie są moje wrażenia?

Na pierwszy rzut oka książka robi ogromne wrażenie. Bez poznawania jej treści, można zachwycić się oprawą graficzną. Jest naprawdę pięknie wydana. Rewelacyjna, kolorowa okładka przyciąga oko czytelnika i z pewnością zachęca do czytania. Ale jak jest z tą treścią, pomijając fakt genialnego wydania? Jeśli chodzi o zawartość książki, możemy się spodziewać, co znajdziemy w środku. Przynajmniej ta grupa czytelników, która śledzi media społecznościowe. Autorka bowiem od jakiegoś czasu, na swoim profilu instagramowym, zamieszcza krótkie filmiki, w których dzieli się z obserwatorami przemyśleniami na temat otaczającego nas świata, a pozycja ta jest rozwinięciem tych refleksji.

Z wielkim oczekiwaniami i zapasem karteczek indeksujących, którymi zamierzałam zaznaczyć wszystkie inspirujące cytaty, zasiadłam do lektury. Okazało się, że wykorzystałam tylko jedną zakładkę. Pomimo że felietony napisane są ze sporą dawką humoru i dystansu do siebie, nie znalazłam w nich wiele słów, które by do mnie przemawiały, które wywarłyby na mnie wrażenie. Owszem zdarzyło mi się przytaknąć, uśmiechnąć pod nosem i pomyśleć:”skąd ja to znam?”, ale to wszystko i jeśli teraz, po tygodniu od skończenia książki zapytalibyście mnie, o czym była, to umiałabym opowiedzieć Wam o dwóch, może trzech rozdziałach, tych, które spodobały mi się najbardziej, pozostałych już nie pamiętam.

„A ja żem jej powiedziała…” to pięknie wydany zbiór felietonów, które brutalnie rozprawiają się ze współczesną rzeczywistością. Na mnie jednak nie wywarły one wielkiego wrażenia. Kiedyś wrócę do tej książki. Tak jak napisała autorka:”Nie wolno się na książki obrażać za to, że ich nie rozumiemy. To tylko nie nasz czas. Poczekajmy cierpliwie, a nuż widelec – nadejdzie ten właściwy.”* Może ja nie rozumiem. Może to jeszcze nie czas. Może kiedyś nadejdzie ten właściwy. I tak nadal kocham Panią Kasię.

W trzech słowach? Dziś w czterech.
Uwielbiam słychać, niekoniecznie czytać.

*K.Nosowska, A ja żem jej powiedziała, Warszawa, 2018, s. 75.