Natasza Socha “Dwanaście niedokończonych snów”

Często słyszę, jak ktoś mówi mi, że nigdy nic mu się nie śni. Ciężko mi w to uwierzyć, gdyż ja prawie co noc przenoszę się do sennego świata, gdzie dzieją się rzeczy niesamowite i fascynujące. Czy ma to wpływ na moje życie? Na pewno. Zarówno te piękne, jak i koszmarne sny nie raz wpłynęły na moje samopoczucie i przez cały dzień ciężko mi było o nich zapomnieć. Bohaterka powieści Nataszy Sochy “Dwanaście niedokończonych snów” przekona się na własnej skórze, jak wielkie piętno sny odciskają na naszej codzienności.

Momo prowadzi uporządkowane życie, w którym nie ma miejsca na szaleństwo i porywy serca. Wszystko jest dokładnie zaplanowane i nic tych planów nie ma prawa zburzyć. Jedynym “szaleństwem” na jakie pozwala sobie dziewczyna, jest jej praca. Prowadzi galerię, w której sprzedaje własnoręcznie robione przedmioty z pozornie niepotrzebnych już rzeczy. Jeśli chcielibyście kupić babci w prezencie gwiazdkowym naszyjnik z łyżki a dla teścia wieszak z wideł to z pewnością znaleźlibyście je u Momo. Tuż przed świętami nasza bohaterka zaczyna miewać dziwne sny, które chcąc nie chcąc zaczynają wpływać na jej codzienne życie. Czy zmieni ona swoje podejście do świata? Czy będzie potrafiła wyrwać się z zamkniętego pudełka, w którym dotąd żyła?

“Dwanaście niedokończonych snów” to moje pierwsze spotkanie z autorką. Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej powieści. Myślałam, że będzie to kolejna słodka opowiastka, lukrowana niczym bożonarodzeniowe pierniczki. Tak nie było. Ta historia jest inna niż wszystkie książki świąteczne, jakie dotąd przeczytałam. Może nie było ich wiele, ale powieść Nataszy Sochy plasuje się wysoko w tym zestawieniu.

Jest to powieścią nietuzinkowa, nieszablonowa i oryginalna. Autorka nie boi się poruszać trudnych tematów, jakimi są przemijanie i śmierć, pokonywanie samego siebie, własnych słabości i lęków, tęsknota. Wszystko to okraszone jest szczyptą czarnego humoru, który nie każdemu może przypaść do gustu, zdaję sobie z tego sprawę, mi jednak bardzo odpowiadał. Jeśli już o humorze mowa, nie mogę nie wspomnieć tu o jednej z bohaterek, mianowicie ciotce Momo- Rebece. Pokochałam ją od pierwszego wypowiedzianego przez nią zdania! Uwielbiam jej cięty język to, że nie poddaje się żadnym regułom i schematom. Jak ja bym chciała mieć taką nauczycielkę. Może wtedy moja niechęć do lekcji historii, o której Wam już pisałam TU, zniknęłaby bezpowrotnie.

Podsumowując, “Dwanaście niedokończonych snów” to bardzo dobra powieść. Jest to nietypowa historia ze Świętami Bożego Narodzenia w tle. Może nie ma ich za wiele i pokusić się można o stwierdzenie, że książkę śmiało można przeczytać również na leżaku podczas wakacyjnego wypadu nad morze, ale czyta się ją świetnie. Jest inna, nieprzesłodzona, daje do myślenia. A ja takie powieści bardzo lubię. Przekonajcie się sami czy polubicie ją równie mocno jak ja.

W trzech słowach?

Niebanalna. Nieprzesłodzona. Inna.