Joanna Jodełka “2 miliony za Grunwald”

Mój szkolny koszmar. Historia. Tak, nie matematyka, nie chemia czy fizyka, ale kolejne czterdzieści pięć minut spędzone na wsłuchiwaniu się w monotonny głos nauczyciela historii, było dla mnie udręką. Zostałam skutecznie zniechęcona do pogłębiania swojej wiedzy w tej dziedzinie. Żyłam w przekonaniu, że nie cierpię historii. Tak było do dziś, bo kiedy zamknęłam książkę Joanny Jodełki „2 miliony za Grunwald”, wszystko się zmieniło.

Czasy drugiej wojny światowej. Do Polski wkraczają wojska niemieckie, zabijając niewinnych ludzi i niszcząc wszystko, co spotykają na swojej drodze. Jeden z oficerów SS Gerhard von Lassow, postawił sobie za cel odnalezienie obrazu Jana Matejki- „Bitwy pod Grunwaldem”, którą pragnie spalić i tym samym spełnić obietnicę daną swemu ojcu. Obraz ma jednak oddanych obrońców, którzy zrobią wszystko, aby przetrwał wojenną zawieruchę. Jak udało im się wywieźć te wielkie, kilkusetkilogramowe płótno z okupowanej Warszawy? Ile poświęcili, abyśmy dziś mogli podziwiać te wspaniałe dzieło?

Historia „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki nie była mi znana. Dopiero lektura powieści „2 miliony za Grunwald” sprawiła, że zaczęłam się tym tematem interesować. Lubię książki, które poza sporą dawką dobrej rozrywki, angażują mnie do czegoś więcej. Jak już wspominałam wcześniej, nie przepadałam za lekcjami historii w szkole. Ja, uczennica piątkowa i czwórkowa, z historii miałam ledwie trójkę. Nie spodziewałam się, że po latach nadejdzie czas, kiedy ktoś zachęci mnie, aby poszerzyć swoją wiedzę w tej dziedzinie. Autorce się to udało! Otworzyła przede mną nową furtkę, do dotychczas nieznanego mi świata powieści historycznych. Powiem Wam więcej, wcale nie żałuję, że w ten świat wkroczyłam. Przeżyłam bowiem niezapomnianą przygodę.

„2 miliony za Grunwald” to powieść, w której historia prawdziwa łączy się z fikcyjną, tworząc fascynującą całość, pełną nietuzinkowych bohaterów, zarówno tych znanych z kart historii, jak i wykreowanych przez autorkę. Przyznam szczerze, że sięgając po tę książkę, byłam sceptycznie nastawiona i nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się ona spodoba. Była warta każdej poświęconej jej minuty i choć nie zawsze było lekko i przyjemnie, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Myślę, że to dobry czas, żeby po nią sięgnąć. Teraz kiedy niedawno obchodziliśmy setną rocznicę odzyskania niepodległości. Warto zastanowić się: co ja byłbym w stanie poświęcić dla Polski? Czy przechadzając się po muzeum, do którego wpadamy na wakacjach, choć raz zastanowiłem się: może ktoś poświęcił swoje życie, żebym mógł być tu, gdzie jestem i podziwiać te niesamowite dzieła? Książka otworzyła mi oczy na pewne sprawy, które zatraciłam zapatrzona tylko w to, co tu i teraz. Polecam.

W trzech słowach?
Warto poznać tę historię.