Romain Puértolas “Całe lato bez Facebooka”

Tytuł książki Romaina Puértolasa “Całe lato bez Facebooka” może sugerować nam, iż właśnie dzierżymy w dłoniach poradnik, jak skutecznie wprowadzić odwyk od mediów społecznościowych. Nic bardziej mylnego! Jest to komedia detektywistyczna opisująca perypetie porucznik Agathy Crispies. Rzadko sięgam po tego typu książki. Czy ta powieść skłoniła mnie do tego, żeby to zmienić?

Akcja powieści rozgrywa się w Nowym Yorku, ale nie tym kojarzącym się nam z drapaczami chmur, żółtymi taksówkami i Central Parkiem. Chodzi o Nowy York w stanie Kolorado, liczący stu pięćdziesięciu mieszkańców, sto dziewięćdziesiąt osiem rond, od których może zakręcić się w głowie i borykający się z ciągłym brakiem zasięgu sieci telefonicznej. Właśnie do tego miasteczka zostaje karnie oddelegowana porucznik Agatha Crispies, roztrzepana i fajtłapowata, korpulentna miłośniczka donutów. Leniwe życie na posterunku policji urozmaicają spotkania klubów: szydełkowania, sudoku, rzucania rzutkami oraz czytelniczego. Ten ostatni prowadzi nasza bohaterka, której największą pasją są książki. Mogłoby wydawać się, że już nic w Nowym Yorku w stanie Kolorado się nie wydarzy, aż pewnego dnia w pobliskim miasteczku Woodville dochodzi do brutalnej zbrodni. Pomimo iż sprawą powinien zajmować się szeryf McDonald, przejmuje ją porucznik Crispies i na swój pokrętny sposób próbuję odnaleźć mordercę. Czy jej się to uda?

Po komedie detektywistyczne sięgam bardzo rzadko, ale szukając czegoś na poprawę humoru, wpadłam na “Całe lato bez Facebooka”. Pomyślałam: czemu nie? A nóż widelec tym razem mi się spodoba i zmienię zdanie o książkach, które ukazują w krzywym zwierciadle pogoń za przestępcą. Czy tak się stało? Nie do końca. Autor wykazał się wprawdzie błyskotliwością i poczuciem humoru, do mnie jednak ten żart nie przemawia. To, co przez kilkanaście-kilkadziesiąt stron wydaje się naprawdę śmieszne, podczas dalszego czytania zaczyna już irytować, bo ileż razy można wyśmiewać kolor skóry i tuszę bohaterki lub rozsypane okruszki donutów. Również same metody prowadzenia śledztwa przez Crispies były tak absurdalne, że aż (chciałoby się powiedzieć) śmieszne. Bawią, ale do pewnego momentu. Jest takie powiedzenie: co za dużo to niezdrowo. Tak było w tym przypadku.

Ogromnym plusem powieści jest sporo ciekawostek odnośnie literatury, znajdziemy tu wzmianki o takich klasykach jak “Hrabia Monte Cristo”, “Przeminęło z wiatrem”, “Wojna i pokój” i wielu innych. Poza tym odnalazłam też dużo fragmentów, które zapewne przemówią do każdego wielbiciela książek. Myślę, że warte je przytoczyć.

“Nie ma literatury lepszej i gorszej. Nie ma kultury niskiej. Zaczyna się od dzielenia na książki i podksiążki, a kończy na ludziach i podludziach. Snobizm literacki i kulturalny to plaga równie niebezpieczna co analfabetyzm. Nie otwierać się na innych, nie próbować nowości, tkwić w swoim bezpiecznym kątku, nigdy niczego nie kwestionować- taka postawa nie świadczy o nas najlepiej. Kocham książki. Wszystkie. Nie dyskryminuję. Wystarczająco dyskryminujemy ludzi, żeby jeszcze dyskryminować ich dzieła.[…] Kto decyduje, że książka ma jakąś wartość, a inna powinna zostać zdegradowana do rangi literatury wakacyjnej? I co złego jest w czytaniu na wakacjach? Zresztą to, co określa się mianem kultury wysokiej, spotyka się czasem z tak zwaną kulturą niższą.”

“[…] czy zawsze kończyła książki, które zaczęła. To pytanie zadaje sobie każdy czytelnik. Czy za etyczne, wybaczalne i moralne można uznać porzucenie jakiejś książki, nawet takiej, którą uważa się za słabą? Bez wahania odpowiadała na te pytanie twierdząco. Z lekturą jest jak z facetami: chodzi o doświadczenie przyjemności, a nie o spełnienie obowiązku czy godzenie się na tortury.”

“Dzielić się miłością do książek: oto coś, czego od dziecka pragnęła. A dzisiaj mogła wreszcie spełnić to marzenie.”

“Trzeba dawać szansę ludziom i książkom. Mogą odmienić nasze życie.”

“Czytelnik szuka w książce pewnej formy piękna, której nie znajduje w zwykłych, codziennych słowach. Szuka rodzaju poezji.”

Jest jeszcze wiele cytatów, które mogłabym przytoczyć, ale nie będę Was nimi zasypywać, jeśli sięgnięcie po “Całe lato…” sami je na pewno odnajdziecie. Na plus zaliczyć można także zakończenie całej historii, które naprawdę mnie zaskoczyło.

“Całe lato bez Facebooka” jest to książka dla osób lubiących czarny humor i szukających kryminału z przymrużeniem oka. Zapewne spodoba się miłośnikom komedii detektywistycznych. Mnie niestety nie do końca do nich przekonał.

W trzech słowach?

Błyskotliwy, czarny humor.