Aleksandra Tyl “Magiczne lato”

Wychowałam się na wsi. Kiedy wyjeżdżałam na studia poprzysięgłam, że już więcej na wieś nie wrócę. Dla młodej dziewczyny miasto jawiło się niczym bezkresny ocean możliwości. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Po studiach zostałam w mieście, w którym się uczyłam. Mieszkam w nim nadal, już od trzynastu lat. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, tęsknię za wsią. Oczywiście doceniam to, co oferuje duże miasto, ale gdzieś tam głęboko tli się ta mała iskierka tęsknoty. Dzięki „Magicznemu latu”- powieści Aleksandry Tyl mogłam choć na chwile powrócić do „tych pól malowanych…”. Czy podobała mi się ta podróż?

Na początek może trochę na temat fabuły. Główną bohaterką powieści jest Alicja, samotna mama siedmioletniej Matyldy. Dziewczynka bardzo często choruje. Kiedy przypadkowo zamiast do swojej młodej lekarki trafiają do leciwej pani doktor, ta odmawia przepisania kolejnego suplementu diety wzmacniającego odporność i zaleca dłuższy wyjazd na wieś. Alicja przypomina sobie o dalekiej ciotce Józefinie i wraz z Matyldą wyjeżdża na wcześniejsze wakacje do malowniczej Polanki. Dziewczynce nie podoba się ten pomysł i cała t ę wyprawę traktuje jak gorzkie lekarstwo, które musi przełknąć. Alicja również zaczyna powątpiewać w słuszność swojej decyzji. Pomimo wcześniejszego sceptycyzmu okazuje się jednak, że życie na wsi wcale nie jest nudne. A nasze bohaterki przeżyją wiele niezapomnianych chwil.

„Magiczne lato” przeniosło mnie z powrotem na wieś. Pod powiekami widziałam jak żywe krowy pasące się na łące, maki i chabry mieniące się w zbożu, krzaczki jagód obsypane owocami. Czułam ich słodki smak, kiedy zamiast do kubeczka trafiały wprost do ust. Powróciły wspomnienia, gdy długie, wakacyjne dni wypełnione były zabawą nad strumykiem, spacerami lipową aleją, wymyślaniem coraz to bardziej szalonych zabaw. Potrzebowałam tej książki, teraz kiedy rzadko bywam w rodzinnych stronach. Cudownie było znów, razem z bohaterkami powieści, pomieszkać na wsi.

Książka urzekła mnie od pierwszych stron. Jestem nią oczarowana. Napisana jest z lekkością i niewymuszonym wdziękiem. Pomimo że to dość opasłe tomisko czyta się ją bardzo szybko. Wykreowane przez autorkę postacie są barwne i ciekawe. Najbardziej polubiłam oczywiście Józefinę i żałuję, że nie mam nikogo takiego blisko siebie. Irytował mnie tylko wątek z komendantem policji Grzelakiem, który wydał mi się naciągany i niepotrzebny. Mam jeszcze jedno maleńkie „ale”, ale Wam go nie zdradzę. Ciekawe czy po skończonej lekturze, będziecie się ze mną zgadzać. Powieść podobała mi się bardzo. Polecam na ciepłe, letnie wieczory. Niech staną się magiczne.

W trzech słowach?

Magiczna. Urocza. Ciepła.